Muzeum Historyczno-Wojskowe

» Nasza działalność » Ekshumacje i badania » Wykopaliska w Toruniu na ulicy Sportowej » Historia Pani Miller

Marzec 1945. Żołnierze rosyjscy już drugi miesiąc stacjonują w Toruniu. W mieście odczuwalna stopniowa stabilizacja. Pracują polskie urzędy i szkoły. O wojnie się już powoli zapomina. Jedynie w radiu mówią o walkach z Niemcami gdzieś na dalekim Pomorzu. Zbliża się pora obiadowa. Pani Miller krząta się po kuchni i spogląda od czasu do czasu przez okno na ulicę Chełmińską. Naprzeciwko jej domu, po drugiej stronie ulicy, tam gdzie kiedyś jej znajomy miał ogrodnictwo, kwateruje obecnie rosyjski major. Odpowiedzialny jest za odbudowę wysadzonych przez Niemców dwu mostów na Wiśle. Ma jakieś dziwne czy też nawet śmieszne (śmiać się z Rosjan nie wolno - można za to szybko zginąć) wielkopańskie przyzwyczajenia. Porusza się po Toruniu w starej karecie ciągnionej przez… traktor. A kierowca tego traktora jest ciągle cały umorusany od smarów i olejów.


Aż tu nagle... Nie to nie możliwe! Z bramy tego domu wychodzi żołnierz niemiecki w rozpiętym płaszczu. Pali papierosa i nerwowo rozgląda się na boki. Pani Miller rzuciła wszystko i wybiegła na ulicę w kierunku żołnierza. Zapytała go szybko po niemiecku co tu robi? Przecież wokół są sami Rosjanie. On odpowiada nerwowo, że ma już dość tego ukrywania się. W szklarni schowanych jest jeszcze jego dwóch kolegów. Pech chciał, że nie zdążyli opuścić miasta wraz z wycofującym się całym garnizonem. Miejsce to wydaje się bezpieczne. Nikt przecież nie będzie szukał żołnierzy niemieckich w obejściu domu, w którym mieszka rosyjski oficer!


On ma już wszystkiego dosyć, tego ciągłego strachu i stresu… Przecież swoi już nie wrócą. Chce oddać się dobrowolnie do niewoli. Prosi Panią Miller, by udała się z nim do najbliższego posterunku rosyjskiego i była dla niego tłumaczem. Pani Miller mówi, że nie zna języka rosyjskiego, ale proponuje mu pomoc. Da mu chętnie cywilne ubranie po swoim synu, który walczy teraz gdzieś na froncie zachodnim, też w mundurze Wehrmachtu. Może i jemu ktoś kiedyś tak samo pomoże w trudnej sytuacji. Przybiegła druga sąsiadka. Też oferuje pomoc. Lecz żołnierz jest zdesperowany.


Idą zatem wraz z nim do pobliskich warsztatów samochodowych, w których wojsko naprawia samochody (obecnie okolica targowiska przy ul. Chełmińskiej). Tam na warcie stoi żołnierz rosyjski. Również on nie wierzy własnym oczom, widząc Niemca. Celuje do niego z broni, ale nie strzela. Niemiec wyciąga powoli z kieszeni swą książeczkę wojskową i pokazuje ją żołnierzowi, powtarzając, że nie był w SS. Kobiety proszą w jego imieniu o zawołanie przełożonego. Z wartowni wybiega podoficer rosyjski z pepeszą. Nie słucha wyjaśnień wartownika ani próśb kobiet. Każe im się odsunąć, bo w przeciwnym razie je też zabije. Przeładowuje automat i serią zabija żołnierza niemieckiego. Przerażone kobiety uciekają do domu.


Zwłoki zabitego leżą jeszcze kilka dni obok wartowni. Były polski właściciel warsztatów samochodowych prosi Rosjan o umożliwienie mu pochowania żołnierza, argumentując to wybuchem epidemii na wiosnę. Otrzymuje zgodę. Zabity Niemiec zostaje przewieziony na taczce na pobliską ulicę Sportową i tam prowizorycznie pochowany na obrzeżach cmentarza św. Jerzego.


Pani Miller opowiedziała tę historię powracającemu z niewoli amerykańskiej synowi. On nosił ją w swoim sercu do teraz...


Fundacja Muzeum Historyczno-Wojskowe podjęła się próby zlokalizowania miejsca pochówku zabitego żołnierza. Choć minęło już tyle lat i zrobiono w tym miejscu nową drogę… Zaczęliśmy wykonywać oględziny miejsca, rysować szkic sytuacyjny i przygotowywać dokumentację. Niestety, w miejscu tym znaleźliśmy jedynie parę kości. Resztę ktoś musiał odkryć wcześniej. Może podczas budowania drogi ? Pomagający nam Pan Waldek stwierdził, po analizie kości, że żołnierz ten miał 28 lat, gdy zginął...


Kości te trafiły na niemiecki cmentarz wojenny w Starym Czarnowie k. Szczecina. Żołnierz pozostanie jednak nadal nieznany… Tylko Pan Henryk jakby trochę odetchnął z ulgą... Spełnił swój moralny obowiązek...


Serwis działa na silniku www.windu.org