» Nasza działalność » Inne działania » Wywiad z Piotrem Oleckim

Ewa Forman: Wierzysz w duchy?
Piotr Olecki: Zaczynam wierzyć (śmiech).
Ewa Forman: Gromadzisz w swoim muzeum historie wielu ludzi - nie można wejść do takiej świątyni obojętnie…
Piotr Olecki: Kiedyś do muzeum przyszła kobieta, która „zajmuje się duchami”. Stwierdziła, że w pomieszczeniu jest za dużo energii. Może to być obciążenie - zagrożenie popadnięcia w marazm. Był moment, że zabrakło mi dystansu do tego, co robię. Mówiła, że szukam sam siebie w tych wykopaliskach. Ta kobieta mnie oczyściła. Od tamtego czasu zaczęło mi się lepiej powodzić.
Ewa Forman: Jak znajdujesz własną nić Ariadny w tym labiryncie historii?
Piotr Olecki: Staram się ograniczyć ramy czasowe. Interesuje mnie okres od 1914 do 1945. Jednak nie do końca udaje się to zawęzić, moje zainteresowania sięgają też roku 1956.
Ewa Forman: Czy znajomość historii pomaga w życiu?
Piotr Olecki: Zdecydowanie tak! Szczególnie w licznych kontaktach z cudzoziemcami, którzy odwiedzają muzeum. Dziękują za patrzenie na historię szerokim obiektywem - tzn. nieobwinianie całych narodów o to, co było, a tylko poszczególnych ludzi. Wśród Niemców, Rosjan, czy Polaków znajda się zarówno świnie, jak i bohaterowie.
Ewa Forman: Założyłeś muzeum w szkole – skąd pomysł na taką inicjatywę?
Piotr Olecki: To wynik mojego hobby, które naradziło, gdy miałem 10 lat. Jednak nie uczę historii. Jestem „panem od niemca” (śmiech). Choć metodyk nauczania historii w ramach szkoleń podaje mnie i moją działalność w muzeum za przykład interesującego sposobu nauczania historii.
Ewa Forman: A sam pomysł jak się narodził?
Piotr Olecki: W 2003 roku z okazji obchodów święta AK zorganizowałem w szkole okolicznościową wystawę. Mieściła się na dwóch szkolnych ławkach. Potem zacząłem poszerzać kolekcję.
Ewa Forman: Czy ktoś ci pomagał?
Piotr Olecki: Na początku wszystko robiłem sam. Potem zaczęli pomagać mi woźni. Zielone światło dała dyrekcja szkoły. Udostępniła pomieszczenia. Znajdujemy się miejscu po kotłowni (śmiech). W inicjatywę bardzo angażują się uczniowie. To oni dyktują charakter wystaw.
Ewa Forman: Od kiedy działa muzeum?
Piotr Olecki: Uroczyste otwarcie odbyło się w 440 lecie szkoły. Był obecny nawet Piotr Całbecki. To był szok dla wszystkich, że coś takiego można było stworzyć. Pozytywny szok oczywiście.
Ewa Forman: Kim są odwiedzający?
Piotr Olecki: Niemcy, byli żołnierze Wehrmachtu, byli polscy partyzanci, rodziny żołnierzy Armii Sowieckiej, Żydzi. Staram się stworzyć miejsce, by móc porozmawiać przy herbacie. Osoby takie nie mają z kim dzielić się swoimi przeżyciami. Jestem trochę jak ksiądz na spowiedzi.
Ewa Forman: Czy zdarza się, że ludzie mają pretensje?
Piotr Olecki: Nie. Raczej dziękują. Raz w radiu, kiedy przeprowadzaliśmy audycję o ekshumacji żołnierzy w Toruniu – zadzwonił jeden facet, mówiąc, że rewolwer mu się odbezpiecza jak słyszy takie audycje. Jednak kolejne głosy zrównoważyły tę wypowiedź.
Ewa Forman: Co możemy znaleźć w zbiorach muzeum?
Piotr Olecki: Przedmioty wyposażenia wojskowego i umundurowanie. Ponadto dokumenty z okresu I wojny, odzyskania niepodległości przez Polskę, czy powrotu Torunia w 1920. Mamy oryginalny protokół przekazania władzy miasta przez niemieckiego burmistrza w ręce polskiego pułkownika. Są również zdjęcia, osobiste rzeczy żołnierzy, naczynia, narzędzia, rysunki. Talmudy żydowskie, przedmioty z obozu jenieckiego w Toruniu na Glinkach. Pozostałości po żołnierzach angielskich, niemieckich, belgijskich. Oryginalne puszki po konserwach z Powstania Warszawskiego oraz wyroki śmierci.
Ewa Forman: Jak ci się udało to wszystko zebrać?
Piotr Olecki: Większość to moja prywatna kolekcja. Jest stale uzupełniana. Uczniowie dostarczają wielu eksponatów. Jak są rozbierane stare domy, to zawsze staramy się tam być i znaleźć coś interesującego. Jesteśmy przy ekshumacjach poległych żołnierzy. Również wypożyczamy zbiory. Tworzymy nagrania. Zapisujemy losy zasłużonych Polaków, np. Bohdana Horbaczewskiego – ostatniego żyjącego obrońcy Grodna w 1939 roku.
Ewa Forman: Czy są tu rzeczy unikatowe?
Piotr Olecki: Tak. Na przykład, księgi szyfrów, zakodowane meldunki partyzanckie „Gryfa Pomorskiego”.
Ewa Forman: Wśród tego pokaźnego zbioru, co jest twoją perełką?
Piotr Olecki: Udało mi się odnaleźć swoją rodzinę w Anglii. Dostałem od kuzynki komplet dokumentów wojskowych wujka. Świadectwa ze szkoły kadetów, dokumenty osobiste, wojskowe, akt mianowania na stopień majora Wojska Polskiego podpisany przez generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Mają dojść jeszcze mundury.
Ewa Forman: Czy zarabiasz na tym?
Piotr Olecki: Korzyści finansowych na razie nie ma. Ale jest to w planach. Konserwacja i utrzymanie tych eksponatów kosztuje, więc w przyszłości przewidujemy opłatę za wstęp.
Ewa Forman: Od niedawna jesteście fundacją… Czy coś się zmieni?
Piotr Olecki: Tak, oficjalnie od zeszłego tygodnia. Od ponad roku staraliśmy się o rejestrację. Statut ustalili uczniowie. Wniosek był odrzucany ze względów formalnych. Ale udało się. Dzięki temu będziemy mogli wyjść na forum miasta. Będziemy szukać nowego lokalu. W szkole zostawimy część zbiorów, bazę.
Ewa Forman: Organizujesz również inscenizację historyczne…
Piotr Olecki: Tak, weszły już one do tradycji szkoły. Odbywają się co roku 28 września – w święto AK. W szkole odbywają się odczyty, a z uczniami przeprowadzamy rekonstrukcję konkretnych wydarzeń historycznych. Uczniowie piszą scenariusze. W tym roku zaprezentowaliśmy 7 scen z okresu okupacji na boisku szkolnym. W kolejnym roku chcemy wyjść na forum Torunia, na Rynek Staromiejski.
Ewa Forman: Gdzie można o was usłyszeć?
Piotr Olecki: Aktualnie robimy stronę internetową muzeum. Póki co galerię zdjęć można obejrzeć na stronie www.d92.pl. Przeprowadzamy też audycje w radiu Pik o historii. Były dotychczas trzy.
Ewa Forman: Czy masz jeszcze jakieś inne hobby?
Piotr Olecki: Tak, chodzenie po górach. Co roku wyjeżdżam z uczniami w Bieszczady na wędrówki górskie. Tam wszyscy możemy się sprawdzić.
Wywiad umieszczony za zgodą redaktora portalu orbitorun.pl
Historia wcale nie musi być nudna! Z pasją i fantazją o swojej przygodzie z historią opowiada nauczyciel Piotr Olecki – założyciel Muzeum Historyczno-Wojskowego w I L.O. w Toruniu oraz autor inscenizacji historycznych. Rozmawiała Ewa Forman.

Ewa Forman: Wierzysz w duchy?
Piotr Olecki: Zaczynam wierzyć (śmiech).
Ewa Forman: Gromadzisz w swoim muzeum historie wielu ludzi - nie można wejść do takiej świątyni obojętnie…
Piotr Olecki: Kiedyś do muzeum przyszła kobieta, która „zajmuje się duchami”. Stwierdziła, że w pomieszczeniu jest za dużo energii. Może to być obciążenie - zagrożenie popadnięcia w marazm. Był moment, że zabrakło mi dystansu do tego, co robię. Mówiła, że szukam sam siebie w tych wykopaliskach. Ta kobieta mnie oczyściła. Od tamtego czasu zaczęło mi się lepiej powodzić.
Ewa Forman: Jak znajdujesz własną nić Ariadny w tym labiryncie historii?
Piotr Olecki: Staram się ograniczyć ramy czasowe. Interesuje mnie okres od 1914 do 1945. Jednak nie do końca udaje się to zawęzić, moje zainteresowania sięgają też roku 1956.
Ewa Forman: Czy znajomość historii pomaga w życiu?
Piotr Olecki: Zdecydowanie tak! Szczególnie w licznych kontaktach z cudzoziemcami, którzy odwiedzają muzeum. Dziękują za patrzenie na historię szerokim obiektywem - tzn. nieobwinianie całych narodów o to, co było, a tylko poszczególnych ludzi. Wśród Niemców, Rosjan, czy Polaków znajda się zarówno świnie, jak i bohaterowie.
Ewa Forman: Założyłeś muzeum w szkole – skąd pomysł na taką inicjatywę?
Piotr Olecki: To wynik mojego hobby, które naradziło, gdy miałem 10 lat. Jednak nie uczę historii. Jestem „panem od niemca” (śmiech). Choć metodyk nauczania historii w ramach szkoleń podaje mnie i moją działalność w muzeum za przykład interesującego sposobu nauczania historii.
Ewa Forman: A sam pomysł jak się narodził?
Piotr Olecki: W 2003 roku z okazji obchodów święta AK zorganizowałem w szkole okolicznościową wystawę. Mieściła się na dwóch szkolnych ławkach. Potem zacząłem poszerzać kolekcję.
Ewa Forman: Czy ktoś ci pomagał?
Piotr Olecki: Na początku wszystko robiłem sam. Potem zaczęli pomagać mi woźni. Zielone światło dała dyrekcja szkoły. Udostępniła pomieszczenia. Znajdujemy się miejscu po kotłowni (śmiech). W inicjatywę bardzo angażują się uczniowie. To oni dyktują charakter wystaw.
Ewa Forman: Od kiedy działa muzeum?
Piotr Olecki: Uroczyste otwarcie odbyło się w 440 lecie szkoły. Był obecny nawet Piotr Całbecki. To był szok dla wszystkich, że coś takiego można było stworzyć. Pozytywny szok oczywiście.
Ewa Forman: Kim są odwiedzający?
Piotr Olecki: Niemcy, byli żołnierze Wehrmachtu, byli polscy partyzanci, rodziny żołnierzy Armii Sowieckiej, Żydzi. Staram się stworzyć miejsce, by móc porozmawiać przy herbacie. Osoby takie nie mają z kim dzielić się swoimi przeżyciami. Jestem trochę jak ksiądz na spowiedzi.
Ewa Forman: Czy zdarza się, że ludzie mają pretensje?
Piotr Olecki: Nie. Raczej dziękują. Raz w radiu, kiedy przeprowadzaliśmy audycję o ekshumacji żołnierzy w Toruniu – zadzwonił jeden facet, mówiąc, że rewolwer mu się odbezpiecza jak słyszy takie audycje. Jednak kolejne głosy zrównoważyły tę wypowiedź.
Ewa Forman: Co możemy znaleźć w zbiorach muzeum?
Piotr Olecki: Przedmioty wyposażenia wojskowego i umundurowanie. Ponadto dokumenty z okresu I wojny, odzyskania niepodległości przez Polskę, czy powrotu Torunia w 1920. Mamy oryginalny protokół przekazania władzy miasta przez niemieckiego burmistrza w ręce polskiego pułkownika. Są również zdjęcia, osobiste rzeczy żołnierzy, naczynia, narzędzia, rysunki. Talmudy żydowskie, przedmioty z obozu jenieckiego w Toruniu na Glinkach. Pozostałości po żołnierzach angielskich, niemieckich, belgijskich. Oryginalne puszki po konserwach z Powstania Warszawskiego oraz wyroki śmierci.
Ewa Forman: Jak ci się udało to wszystko zebrać?
Piotr Olecki: Większość to moja prywatna kolekcja. Jest stale uzupełniana. Uczniowie dostarczają wielu eksponatów. Jak są rozbierane stare domy, to zawsze staramy się tam być i znaleźć coś interesującego. Jesteśmy przy ekshumacjach poległych żołnierzy. Również wypożyczamy zbiory. Tworzymy nagrania. Zapisujemy losy zasłużonych Polaków, np. Bohdana Horbaczewskiego – ostatniego żyjącego obrońcy Grodna w 1939 roku.
Ewa Forman: Czy są tu rzeczy unikatowe?
Piotr Olecki: Tak. Na przykład, księgi szyfrów, zakodowane meldunki partyzanckie „Gryfa Pomorskiego”.
Ewa Forman: Wśród tego pokaźnego zbioru, co jest twoją perełką?
Piotr Olecki: Udało mi się odnaleźć swoją rodzinę w Anglii. Dostałem od kuzynki komplet dokumentów wojskowych wujka. Świadectwa ze szkoły kadetów, dokumenty osobiste, wojskowe, akt mianowania na stopień majora Wojska Polskiego podpisany przez generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Mają dojść jeszcze mundury.
Ewa Forman: Czy zarabiasz na tym?
Piotr Olecki: Korzyści finansowych na razie nie ma. Ale jest to w planach. Konserwacja i utrzymanie tych eksponatów kosztuje, więc w przyszłości przewidujemy opłatę za wstęp.
Ewa Forman: Od niedawna jesteście fundacją… Czy coś się zmieni?
Piotr Olecki: Tak, oficjalnie od zeszłego tygodnia. Od ponad roku staraliśmy się o rejestrację. Statut ustalili uczniowie. Wniosek był odrzucany ze względów formalnych. Ale udało się. Dzięki temu będziemy mogli wyjść na forum miasta. Będziemy szukać nowego lokalu. W szkole zostawimy część zbiorów, bazę.
Ewa Forman: Organizujesz również inscenizację historyczne…
Piotr Olecki: Tak, weszły już one do tradycji szkoły. Odbywają się co roku 28 września – w święto AK. W szkole odbywają się odczyty, a z uczniami przeprowadzamy rekonstrukcję konkretnych wydarzeń historycznych. Uczniowie piszą scenariusze. W tym roku zaprezentowaliśmy 7 scen z okresu okupacji na boisku szkolnym. W kolejnym roku chcemy wyjść na forum Torunia, na Rynek Staromiejski.
Ewa Forman: Gdzie można o was usłyszeć?
Piotr Olecki: Aktualnie robimy stronę internetową muzeum. Póki co galerię zdjęć można obejrzeć na stronie www.d92.pl. Przeprowadzamy też audycje w radiu Pik o historii. Były dotychczas trzy.
Ewa Forman: Czy masz jeszcze jakieś inne hobby?
Piotr Olecki: Tak, chodzenie po górach. Co roku wyjeżdżam z uczniami w Bieszczady na wędrówki górskie. Tam wszyscy możemy się sprawdzić.
Wywiad umieszczony za zgodą redaktora portalu orbitorun.pl



