Muzeum Historyczno-Wojskowe

» Nasza działalność » Powstanie Warszawskie » Artykuły o nas » Nowości

Syreny wyły z bardzo daleka
Toruń wspominał wczoraj warszawiaków, którzy 67 lat temu zaśpiewali, że „oto dziś dzień krwi i chwały...”

 

Zagrały werble, z głośników popłynęły słowa uznania, których wysłuchała garstka mieszkających w Toruniu powstańców. Miasto wspominało, nie udało się uniknąć kilku wpadek.

 

Huk, błysk, z zejścia prowadzącego do piwnicy wyskakuje kilka przygarbionych postaci w hełmach i biało-czerwonych opaskach na rękawach panterek czy też zwyczajnego swetra. Gryzący dym pełza po ciemnoczerwonej ceglanej ścianie, słychać tupot butów.

 

- Naprzód - krzyczy jakiś człowiek mocujący się z karabinem maszynowym.

 

To Warszawa? Nie, to Toruń. Konkretnie podwórko I Liceum Ogólnokształcącego, którego wiekowe mury stały się dekoracją sceny z Powstania Warszawskiego, odegranej przez ludzi związanych z toruńskim Muzeum Historyczno-Wojskowym. Aktorzy ruszyli później na starówkę i rozdawali ulotki z rozkładem toruńskich uroczystości rocznicowych.

 

Te rozpoczęły się jeszcze przed Godziną W, o 15.30 w budynku Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej, gdzie odbyło się spotkanie z uczestnikami Powstania.

 

- My się do tego przygotowywaliśmy już kilka lat wcześniej - opowiada Joanna Chyła, powstańcza sanitariuszka, którą Godzina W zastała na ulicy Miodowej. - Kiedy więc przyszła pora, ja poszłam do Powstania, bo był to mój obowiązek. Pamiętam swój pierwszy opatrunek. Był bardzo trudny, ponieważ musiałam założyć go na... nosie rannego.

 

Równie ciekawych historii można było na dobrą sprawę usłyszeć wiele, powstańcy mogli przecież opowiadać godzinami. Niestety, mikroskopijna, jak na zapotrzebowanie sala, nie była w stanie pomieścić wszystkich zainteresowanych. Poza tym zabrakło mikrofonów.

 

Tuż przed godziną 17 wszyscy uczestnicy obchodów zebrali się jak zwykle pod pomnikiem marszałka Piłsudskiego. Jak zwykle czekali na dźwięk syren, te jednak, na ogół bardzo donośne, odezwały się z bardzo daleka i kiepsko je było słychać. Nie syreny tu jednak były najważniejsze.

 

- Niech to nie będzie rocznica klęski, niech to będzie rocznica wielkiego zrywu ducha! - powiedział marszałek Piotr Całbecki, po którym hołd bohaterom Sierpnia 1944, tym obecnym na placu Rapackiego i tym, których już między nami nie ma, oddał wiceprezydent Zbigniew Rasielewski.

 

Później zagrały werble, przed pomnikiem ku czci żołnierzy Armii Krajowej ustawił się długi wąż różnych osobistości składających wieńce, który w tym roku wyglądał dość osobliwie. Na tle garniturów i żakietów, przetykanych czasem wojskowym mundurem, błysnęły kontusze Toruńskiego Bractwa Kurkowego. Te stroje z innej epoki i tak zostały przyćmione przez hełmy i zbroje, bo wśród składających kwiaty pojawili się również współcześni rycerze.

 

źródło: nowosci.com.pl

 

 


Serwis działa na silniku www.windu.org