Muzeum Historyczno-Wojskowe

» Stalag Thorn XXA/XXC » Obóz Glinki Stalag XXC » Tadeusz Misiorak - nowy świadek

Tadeusz Misiorak urodził się w 1928 r. i zamieszkiwał wraz z matką w pobliżu tzw. Russenfriedhof - cmentarza w Małej Nieszawce założonego w czasie wojny przez Niemców dla zmarłych i zabitych jeńców angielskich, amerykańskich, włoskich i sowieckich. "...do szkoły niemieckiej nie uczęszczałem, gdyż matka pochodziła z tzw. "Kongresówki". Byliśmy zatem przez cały okres okupacji obywatelami polskimi."


W 1940 przybyli do Torunia pierwsi jeńcy wojenni i ulokowani zostali w fortach na Podgórzu. Oddzielny obóz dla jeńców francuskich pobudowany został na obrzeżach poligonu przy ul. Poznańskiej. W 1941 r. w obliczu przygotowywanej wojny ze Związkiem Sowieckim rozpoczęto budowę nowego obozu na Glinkach. Jesienią 1941 roku zaczęły przyjeżdżać do Torunia pierwsze transporty jeńców sowieckich. Baraki dla nich nie były jeszcze ukończone, więc wyznaczono dla nich duży plac pomiędzy torami a obecnym cmentarzem jenieckim, który ogrodzono podwójnym drutem kolczastym.

 

Po środku pomurowano naprędce kuchnię oraz postawiono barak dla wartowników niemieckich. W pobliskim domku Niemcy ewidencjonowali jeńców. W ciągu dnia Rosjanie mogli poruszać się swobodnie po całym ogrodzonym terenie, na noc musieli spać pod gołym niebem w jednej grupie. ...Wyglądali oni strasznie. Mało kto z nich posiadał mundur wojskowy, większość była w poniszczonych cywilnych ubraniach poplamionych żywicą, tak jakby wrócili z wyrębu lasu. Na obiad gotowano dla nich buraki wraz z liśćmi...

 

Pewnej nocy słychać było odgłosy wielu strzałów karabinowych dochodzących z tego prowizorycznego obozu. Gdy się rozjaśniło za drutami zobaczyłem tylko garstkę jeńców sowieckich. Jak się później okazało Rosjanie zaatakowali w nocy posterunki niemieckie. Doszło wtedy do pierwszej masowej ucieczki jeńców wojennych z toruńskiego obozu. Niemcy zmobilizowali natychmiast cały garnizon. W okolicznych lasach rozpoczęło się polowanie na zbiegów. Co jakiś czas słychać było z oddali strzały. Niemcy nie brali już tym razem Rosjan do powtórnej niewoli. Wszystkich zastrzelono "podczas ucieczki".


Do drugiej masowej ucieczki Rosjan doszło również w 1941 roku. Żołnierze ci uciekli z transportu kolejowego na stacji Cierpice. Sytuacja powtórzyła się. Żołnierze niemieccy szukali ich po całej okolicy. Będąc z matką w lesie zauważyłem z przerażeniem grupę zbiegłych jeńców sowieckich. Ukrywali się. Poprosili o chleb. Kilka razy przynosiłem im prowiant. Zauważyła to sąsiadka i wręcz na moich oczach zameldowała żołnierzowi niemieckiemu o moich kontaktach z "Ruskimi". Niemcy zaczęli mnie gonić, ale udało mi się uciec. Kilka dni przenocowałem ze strachu w lesie. W moim domu przeprowadzono przeszukanie z nadzieją na znalezienie ukrywających się Rosjan. Niemcy nic nie znaleźli. Po kilku dniach sytuacja uspokoiła się i mogłem wrócić do domu.

 

Jeszcze kilkakrotnie dokonywałem "handlu wymiennego" z jeńcami rosyjskimi i angielskimi. Za chleb dostawałem od nich buty, swetry lub spodnie. Było to bardzo niebezpieczne. Niemcy byli czujni. Bałem się, że przez to i ja mogę trafić do obozu.


Wkrótce baraki dla Rosjan w obozie na Glinkach zostały ukończone i zlikwidowano prowizoryczny obóz przed moim domem. ... Jeszcze tego samego roku Niemcy założyli cmentarz dla zmarłych jeńców. Teren ten nie był wtedy zalesiony. Całośc ogrodzono metalową siatką, a po środku postawiono wysoki krzyż prawosławny z czterech połączonych ze sobą drewnianych kantówek.

 

Wokół niego w kręgach zaczęto chować zmarłych jeńców rosyjskich. Najpierw pojedynczo, a potem już w zbiorowych mogiłach po 50 żołnierzy. Informowały o tym drewniane tabliczki ustawione przed każdym grobem. Rosjanie umierali z głodu, wycieńczenia organizmu oraz epidemii tyfusu plamistego...

 

Najpierw przed oknami mego domu przejeżdżał jeden wóz ze zmarłymi, a niedługo potem 3-4 wozy dziennie. Były to niemieckie wozy wojskowe do zaprzęgu konnego, ale ciągnione i pchane przez współtowarzyszy niedoli. Wyładowane były po brzegi zmarłymi. Pilnował tego tylko jeden wartownik niemiecki. W utrzymaniu "porządku" pomagali mu rosyjscy "kapo", którzy za dodatkową rację żywnościową okładali swych kolegów drewnianymi pałkami poganiając w marszu.

 

Włosi, Amerykanie i Anglicy chowani byli inaczej. Wszystko odbywało się z honorami wojskowymi i składano ich do ziemi w trumnach. Leżeli oni w oddzielnym sektorze cmentarza. Po wojnie wszystkich ich ekshumowano. ...A wracając do sąsiadki, która na mnie doniosła Niemcom, to po wojnie ktoś poinformował o tej całej sytuacji Urząd Bezpieczeństwa. Kobietę aresztowano. Mnie wzywano do złożenia wyjaśnień. Po jakimś czasie wypuszczono ją na wolność.


Serwis działa na silniku www.windu.org