Muzeum Historyczno-Wojskowe

» Historie rodzinne » Stanisław Doroszewski » I Wojna Światowa

Ojciec mój major Stanisław Doroszewski urodził się 29.10.1896 roku w Świątkowie, powiat Żnin. Jego ojciec, Franciszek, z zawodu leśniczy, odbył czynną służbę wojskową w Szczecinie w wojsku pruskim. Był gorącym patriotą i takim duchu wychował swoich synów i córki.


Od wczesnej młodości Stanisław wykazywał ogromne zainteresowanie powieściami historycznymi. Uwielbiał Sienkiewicza, a jego ulubionym bohaterem był Wołodyjowski. Miał powołanie na zawodowego oficera, gdyż imponowało mu dawne polskie wojsko, a szczególnie rycerstwo. Do szkoły uczęszczał we Wrześni, słynnej ze strajku dzieci polskich. Pamiętam, jak ojciec opowiadał o sankcjach nauczycieli niemieckich za rozmawianie w języku polskim. Za odmawianie pacierza w języku polskim ukarany został chłostą. Długie zimowe wieczory rodzina spędzała w domu, czytając polskie książki i śpiewając polskie pieśni patriotyczne.


Jest rok 1914, wybucha I wojna światowa. Ojca powołują do niemieckiego wojska i po intensywnym przeszkoleniu w Biedrusku k. Poznania wcielają do 154. pułku piechoty w Jaworze na Dolnym Śląsku. Zostaje wysłany na front rosyjski do Małopolski Wschodniej. Długotrwałe i ciężkie walki przechylają w końcu szalę zwycięstwa na korzyść wojsk carskich. Pod koniec 1916 roku podczas silnego uderzenia Rosjan, pęka obrona wojsk austro-niemieckich. Dochodzi do walki wręcz. Jego dowódca kompanii ginie od pchnięcia bagnetem, reszta zostaje okrążona. Świadek tego wydarzenia pochodzący z okolic, gdzie mieszkali rodzice opowiadał, będąc na urlopie o tym. Wątpi czy ojciec zdołał się uratować. Po 3 miesiącach nadeszła od Stacha pocztówka spod Mohylewa (Białoruś), w której informuje, że żyje i znajduje się w niewoli rosyjskiej.


W październiku 1917 r. wybucha inspirowana przez Lenina Rewolucja 1917 roku, której, pomimo interwencji Ententy, nie udało się zlikwidować. Brat mordował brata, demolowano pałace, pomniki, niszczono starą kulturę carów, w rzekach pływały trupy białogwardzistów. Zaślepiony proletariat ogarnął szał.


Wykorzystując ogólny chaos, wielu Polaków, a między nimi ojciec, ucieka z niewoli do Korpusu tworzonego w Mińsku przez byłego generała armii carskiej, Dowbór-Muśnickiego.


Jednostka ta prowadzi ustawiczne walki z bolszewikami. Z czasem Korpus zostaje rozwiązany, a żołnierze, zgodnie z rozkazem gen. Dowbór-Muśnickiego, wyruszają w nieznaną drogę do Polski, ukrywając się przed Niemcami pod przybranymi nazwiskami – groziło im bowiem aresztowanie za dezercję, a nawet zdradę armii niemieckiej. Polakom dostarczono fałszywe dokumenty. Ojciec wybrał sobie nazwisko Idzikowski. Droga była pełna przygód, a tułacze często przymierali głodem. W zachodnich częściach Rosji znajdowało się jeszcze dużo jednostek niemieckich. Na stacji kolejowej w jakimś miasteczku natknął się na żandarmów niemieckich. Po niemiecku tłumaczy im, że uciekł z niewoli rosyjskiej. Niemcy uwierzyli w to, ubrali w niemiecki mundury i wyposażyli na drogę. Po pewnym czasie Stanisław dociera do Warszawy, gdzie zaczyna organizować się polska administracja. Młodzież masowo rozbraja resztki pozostających w stolicy Niemców. Tworzą się oddziały Wojska Polskiego. Panuje radość i entuzjazm. Spełniają się marzenia ojca – staje się wreszcie polskim żołnierzem.



Serwis działa na silniku www.windu.org