Kanonier Józef Mazurkiewicz (dziadek współzałożyciela naszego Muzeum Historyczno – Wojskowego)
Józef Mazurkiewicz, syn Franciszka i Genowefy z domu Dąbrowska, żył w latach 1899 – 1983 we wsi Witowąż koło Czernikowa, w obecnym województwie kujawsko-pomorskim. Prawdopodobnie przeszedł przeszkolenie w Szkole Artylerii w Toruniu i jako kanonier został wysłany do nowo powstającego I Pułku Artylerii Górskiej w Nowym Targu. Pułk ten zasłynął walecznością i dużą skutecznością w walce z bolszewikami, pomimo przestarzałego uzbrojenia. Dzięki bohaterskiej postawie oraz dobremu wyszkoleniu stał się postrachem wojsk sowieckich. Kanonier J. Mazurkiewicz został odznaczony orderem Virtuti Militari V klasy za udział w walkach na wojnie polsko – bolszewickiej 1919 – 1921 oraz Krzyżem Walecznych (jego nazwisko widnieje na wykazie odznaczonych żołnierzy w wojnie polsko – bolszewickiej orderem Virtuti Militari). Z wojska odszedł do cywila prawdopodobnie na początku 1921 roku. W latach międzywojennych był kilkakrotnie wybierany na sołtysa wsi Wygoda położonej w gminie Czernikowo.
Na początku września 1939 roku został zmobilizowany i brał udział w obronie Warszawy w odwodzie zabezpieczenia. O tym okresie służby dziadka jest mi bardzo mało wiadomo, wiem tylko z przekazów rodzinnych, że jego oddział został zdziesiątkowany przez niemieckie samoloty nurkujące. Sytuacja była na tyle zła, że padł rozkaz, aby sprzęt wojskowy i umundurowanie zakopać i rozjechać się do domów w nadziei, że będzie można podjąć później walkę z okupantem. Po powrocie do wsi w obawie o życie swojej rodziny po wkroczeniu wojsk niemieckich dziadek zakopał wszystkie odznaczenia i dokumenty wojskowe oraz akta sołectwa w pobliżu swojego domostwa. Do tej pory nie zostały one odnalezione. Nic mi nie wiadomo o działalności dziadka w czasie okupacji. Na terenach gminy Czernikowo ruch oporu był raczej skierowany na działalnością łącznikową oraz wywiadowczą (dane o ruchach wojsk niemieckich na linii Toruń – Warszawa).
Cały czas poszukuję wszelkich informacji o przebiegu służby wojskowej dziadka – w tym celu skierowałem zapytania do Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie oraz do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Postanowiłem spróbować odszukać ukryte przez dziadka dokumenty przy bardziej sprzyjających warunkach pogodowych.
Poniżej chciałbym przybliżyć ciekawą i mało znaną historię Artylerii Górskiej, jej uzbrojenia, szlak bojowy oraz kilka innych ciekawostek.
Zapraszam do lektury.
"Polskie Termopile - Dytiatyny
W okresie istnienia II Rzeczpospolitej tylko dwa panteony postawione na miejscach bitewnych sławiły chwałę oręża polskiego i bohaterstwo czynu bitewnego jej żołnierzy. Były to: Cmentarz Orląt Lwowskich we Lwowie i Panteon bitwy pod Dytiatynem.
Obecne otwarcie nie całkiem kompletnego panteonu jakim jest cmentarz obrońców Lwowa pozwoliło wielu rodakom przypomnieć heroizm bitew kresowych w okresie tworzenia naszego państwowego bytu doby współczesnej. Przypadająca 17 sierpnia kolejna rocznica bitwy obronnej pod Zadwórzem była obecnie upamiętniana na polach Zadwórza nie tylko przez miejscowych Lwowian, ale też przez przybywające na uroczystości liczne wycieczki zagraniczne. Mija jednak obecnie 81 rocznica powstania Panteonu bitwy pod Dytiatynem, zniszczonego przez Sowietów w latach powojennych. Panteonu tego nikt do dzisiaj nie myśli jednak odnawiać, a o bohaterach bitwy przestaliśmy zupełnie już pamiętać.
Walczono wszak z przeciwnikiem, który nie kierował się konwencjami, czy wymogami wojny, ale dowodzony głównie przez politruków posiłkował się w walce niebywałym okrucieństwem. Bitwy te i potyczki kosztowały życie wielu żołnierzy, ale jedynie bitwy obronne pod Zadwórzem i Dytiatynem weszły do historii chwały Wojska Polskiego jako najbardziej heroiczne bitwy tej wojny, zdobywając swoim bohaterstwem zaszczytny tytuł "Polskich Termopil". Obecnie bitwa pod Zadwórzem żyje nadal w pamięci współczesnych, natomiast Dytiatyn uległ niemal całkowitemu zapomnieniu i próżno choćby w internetowej sieci poszukiwać współcześnie jego nazwy. Warto zatem w kolejną rocznicę przypomnieć przebieg obu bitew porównując choćby skrótowo wielki heroizm poniesionych tam żołnierskich ofiar. Obecnie na mapach Ukrainy znajdziemy miejscowość położoną na północny zachód od Halicza zwaną z ukraińska miękko Dytiatyń odm. Dytiatynia, gdy polska gramatyka współczesna nadal wymawiała słowo Dytiatyn odm.Dytiatyna.
Bój pod Zadwórzem.
Położone 30 km na północny wschód od Lwowa maleńkie miasteczko Zadwórze mające własną stację kolejową linii Lwów -Tarnopol 17 sierpnia 1920r patrolował wycofujący się w ariergardzie, stworzony z ochotniczej młodzieży lwowskiej 400 -osobowy batalion 240 pp pod dowództwem kpt. Bolesława Zajączkowskiego, z zawodu notariusza w Brodach. Stworzony do osłony i opóźniania ataku 1 Konnej Armii był dobrze uzbrojony w broń maszynową. Gdy batalion mijał właśnie stację kolejową w Zadwórzu zobaczono, że w kierunku tejże stacji zbliżają się Kozacy. 6 Dywizja Konna Apanasenki miała rozkaz zająć stację z zamiarem dalszego ataku na miasto Lwów. Widząc to kpt. Zajączkowski zajął pozycje wokół stacji i sąsiadującego z nią wzgórza, rozpoczynając wielogodzinną obronę swoich pozycji. Nim wyczerpała się amunicja batalion zatrzymał sześć kozackich szarż w szyku konnym. Wspomagające go z powietrza samoloty III dywizjonu lotniczego, a w nim składające się z amerykańskich lotników 7 i 15 eskadry bojowej im. Tadeusza Kościuszki, / upamiętnienia poległych lotników amerykańskich tak długo odmawiała obecna Rada Miasta Lwowa/ wykonując na szeregi dywizji liczne wspierające obrońców Zadwórza ataki, wyeliminowały z walki ponad 100 Kozaków. Mimo tak zaciętej obrony, po całkowitym wyczerpaniu się amunicji, 318 obrońców odnaleziono po ataku poległych na stanowiskach pod szablami Kozaków kombryga (dowódcy brygady) Szeko, dowodzącego ostatnią szarżą. Izaak Babel w swoich pamiętnikach wspomina bitwę: "jeździliśmy wzdłuż linii, by nie zabijać jeńców, Szeko bąknął-dlaczego nie. Nie patrzyłem w twarze. Przebijali pałaszami, dostrzeliwali , trupy na trupach.
Apanasenko /rozkazywał/ - nie trać ładunków, zarżnij go". Jeńców nie było, bo nikt nie poddał się do niewoli, ginąc na stanowiskach lub dobijając się ostatnim nabojem. Ci co nie zginęli na miejscu bitwy nigdy nie zostali odnalezieni i są uważani za zaginionych. Do dzisiaj nikt do końca nie wyjaśnił, co się z nimi stało. Wywiezieni z pola bitwy zostali zamordowani na tyłach bolszewickiego frontu. Pamięć bohaterskich obrońców zadwórskiej pozycji obronnej upamiętnia obecnie kopiec wzniesiony po tej bitwie na polu walki i napisy o jednej z tych bitew, o których się pamięta, umieszczone na ścianach lwowskiego panteonu. Tamten dzień 17 sierpnia był dla frontów wojny polsko-bolszewickiej dniem, gdzie wojska polskie na całej niemal jego długości odnosiły już sukcesy. Pod Sławatyczami zniszczono bolszewicką 58 dywizję piechoty, na wschód od Parczewa definitywnie rozbito zagrażającą wciąż Warszawie Grupę Mozyrską, pod Kąkolewicą zlikwidowano 170 brygadę strzelców, zdobyto Międzyrzec, Siedlce. Generał Latinnik zdobył Mińsk Mazowiecki, a dowodzona przez gen. Sikorskiego 5 armia zajęła Pułtusk. Historycy wojskowości uważają, że właśnie w tym dniu nastąpił upadek morale armii Tuchaczewskiego pozwalający na całkowite jej rozgromienie. Na podstawie dotychczasowych sukcesów wojsk polskich Naczelny Wódz Józef Piłsudski doszedł do wniosku że "zasadniczy opór nieprzyjaciela został złamany". Trzeba było pomyśleć teraz o froncie południowo-zachodnim / dla nas wschodnim/, na którym konne armie Budionnego parły nadal w kierunku Zamościa, a komandir Jona Jakir na południe od Lwowa wyrównywał właśnie front i dochodził do Podhajec.
Dytiatyn - drugie Polskie Termopile.
Gdy 26 maja Rosjanie rozpoczęli ofensywę na Ukrainie, w której wzięły udział trzy zgrupowania wojsk: Armia Golikowa, "Grupa Jakira" i Armia Konna Budionnego, grupa desantowa Golikowa przekroczyła Dniepr na zachód od Czernihowa i przecięła połączenie kolejowe z Korosteniem. Grupa Jakira zdobyła Białą Cerkiew. Utworzono w końcu południowo-zachodni front bolszewickiego ataku na rubieże Ukrainy opierający się o linię Karpat, dowodzony był przez Aleksandra Jegorowa. W składzie 14 armii komendanta Mołkoczanowa atakowała samodzielna grupa bojowa Jakira, a w niej 8 Dywizja Konna "Czerwonych Kozaków" Primakowa (złożona wyłącznie z Kozaków bolszewików). Wyznaczony przez Jegorowa kierunek natarcia dla tego frontu stanowiła oś Równe- Lwów - Tarnów. By zatrzymać to ugrupowanie Naczelny Wódz skierował przeciwko nim tych ze swoich szeregów, którzy dotychczas byli najdzielniejsi. Początkiem września powierzono dotychczasowemu dowódcy walczącej w bezpośredniej obronie Warszawy 1 Armii generałowi Latinnikowi dowództwo nad 8 i 12 dywizjami piechoty i 1 brygadą kawalerii i przerzucono go na wzmocnienie 6 armii gen. Lamezan -Salina, która dotąd wraz z towarzyszącymi jej ukraińskimi oddziałami armii gen. Pawlenki-Omelianowicza cofała się jeszcze przed bolszewicką 14 armią . Wzmocnienie frontu miało na celu powstrzymanie odwrotu i rozpoczęcie w Małopolsce ofensywy. W skład grupy gen. Latinnika przydzielono jeszcze 1 Pułk Artylerii Górskiej, który walnie dotąd przyczyniał się do sukcesów Bitwy Warszawskiej walcząc chociażby pod Ossowem. Obecnie rozpoczynał kolejne boje formując się w rejonie przedmościa halickiego. 14 września natarcie grupy gen. Franciszka Latinnika (8 DP, 1 BK) oraz Armii Ukraińskiej gen. Pawła Udowiczenki skoncentrowanych wzdłuż rzeki Dniestr, na wschód od Stanisławowa na dwie dywizje sowieckie (XLI piechoty, i VIII jazdy) przyniosło sukces - zdobyto Czortków. Dalej podzielona na dwie brygady XV i XVI kolumna polskich wojsk kontynuowała swoje natarcie posuwając się sąsiadującymi ze sobą dolinami Pokucia we wschodniej Małopolsce, mając za łącznika rozciągnięty pomiędzy tymi dolinami 13 Pułk Piechoty "Dzieci Krakowa", dowodzony przez kpt. szt. gen. Jana Gabrysia, a wraz z nim pułki 1 Artylerii Górskiej oraz 7 i 8 pułki artylerii polowej.
16 września maszerowano właśnie drogą Chochoniów, Dytiatyn, Szumlany, Boków w kierunku Podhajec, gdy ujrzano wynurzające się z lasów oddziały wojska, które wydawały się być polską XV Brygadą. Gdy okazało się, że są to jednostki grupy Jakira zajęto pozycje na poaustriackich okopach trawiastego wzgórza (383) pod Dytiatynem i rozpoczęto ostrzał artyleryjski zamieniając drogę z kolumną nieprzyjaciół w kłębowisko zniszczonego nieprzyjacielskiego sprzętu. Na szczycie wzgórza odprzodkowała działa 4 bateria 1 Pułku Artylerii Górskiej dowodzona przez oficerów: kpt. Adama Zająca i poruczników Wacława Śniegockiego i Franciszka Wątrobę. Przed nim rozwinął się w obronie III batalion 13 pułku - łącznie było tam 200 bagnetów, 6 ckm, 6 armat. Około godziny 12 z kierunku Szumlan, wspierana silnym ogniem własnej artylerii, rozwinęła na wzgórze atak 8 dywizja "Czerwonych Kozaków". Z kierunku Bokowa wsparły ją formacje 123 brygady strzelców bolszewickiej piechoty. Intensywnymi atakami na polskie pozycje próbowano odblokować sobie drogę dla dalszej ucieczki. Do godziny 16 odparto 5 szarż kozackich, które dochodziły na 50 m do stanowisk 1 Pułku, atakowało łącznie 3.500 szabel i bagnetów.
Gdy po godzinie 16 ruszył kolejny bolszewicki atak, kpt. Zając wydał rozkaz śmierci, cytuję skrót: skrwawienie nasze uratuje 8 Dywizję". Jednak trzy działa i część karabinów maszynowych była już wybita w walce, a pozostałe karabiny maszynowe 13 pp rozgrzane w wielogodzinnym boju przestały być skuteczne. Pozostali przy życiu artylerzyści 4 baterii próbowali odeprzeć ostatni atak broniąc się kolbami karabinów i bronią osobistą. Niestety przewaga atakujących i wyczerpanie dotychczasową walką sprawiło, że pod ciosami szabel polegli po kolei wszyscy obrońcy wzgórza. Ktoś jeszcze dostrzegł dowódcę baterii kpt. Adama Zająca i porucznika Franciszka Wątrobę, jak do końca walczyli strzelając z pistoletów (relacja żołnierzy 13 pp).
Przed końcem obrony na wzgórze dotarł wprawdzie rozkaz, by się wycofać, ale ginęli na nim właśnie ostatni ranni żołnierze. Około 16 żołnierzy batalionu piechoty wziętych do niewoli rozebrano pozostawiając związanych na wzgórzu, po czym Kozacy wykonali na nich dodatkową szarżę i z okrzykami "rubaj" wszystkich ich wybili. W obronie pozycji pod Dytiatynem poległo około 240 żołnierzy polskiej armii, zginęła cała obsada 4 baterii 1 Pułku Artylerii Górskiej w składzie 59 artylerzystów. Straty w 13 Pułku Piechoty "Dzieci Krakowa": 97 zabitych i 83 rannych. Poległych bolszewików nikt nie zliczył. 8 Dywizję "Czerwonych Kozaków" rozbito wkrótce pod zajętym już przez polskie oddziały Tarnopolem. 13 pułk piechoty ścigał cofający się odtąd front przez Zbaraż, Szeptówkę, aż nad rzekę Słucz. Żyda Jonę Emanuiłowicza Jakira w końcu Stalin kazał rozstrzelać, za co ten przysłał wodzowi list pełen słów miłości i oddania. Na liście tym widnieje do dzisiaj dopisek wykonany ręką wodza: "szuja i prostytutka".
Te drugie "Polskie Termopile" jak w II Rzeczypospolitej nazywano bitwę pod Dytiatynem otaczano pamięcią. Na miejscu bitwy pod lasem powstał wspólny cmentarz wszystkich poległych, na który ich ekshumowano oraz wybudowana obok głównie dzięki staraniom właścicielki tych ziem Aldony Kaczorowskiej, gen. Wł. Sikorskiego i podhalańczyka gen. A. Galicy twórcy 1 Pułku Artylerii Górskiej kaplica pod wezwaniem św. Teresy, kurhan i ściana z nazwiskami bohaterów wokół cmentarza. Józef Piłsudzki odznaczając 17 poległych tam bohaterów Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego "Virtuti Militari", a 11 oficerów i 41 szeregowych Krzyżem Walecznych nadał baterii prawo noszenia tytułu "bateria śmierci". Obecnie po Dytiatynskiej kaplicy nie ma ni śladu, a na cmentarzu, gdzie niegdyś pochowano bohaterów bitwy stoją resztki zapomnianych krzyży . Dziwnym zrządzeniem losu nie upamiętniono nigdy nazwy bitwy na lwowskiej nekropolii. Możemy ją obecnie dostrzec jedynie na pylonach Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
1 Pułk Artylerii Górskiej-dalsze losy 4 baterii.
Warto przypomnieć całą historię pułku, który powstał 25 stycznia 1919r w Starym Sączu na podstawie rozkazu twórcy formacji podhalańskich gen. A Galicy. 3 Pułk Artylerii Górskiej, został 12 lipca 1919r przemianowany rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych na 1 Pułk Artylerii Górskiej i przeniesiony do Nowego Targu. W wojnie polsko-bolszewickiej walczył najpierw na północnym froncie pod Szaciłkami. Potem uczestniczył w zdobyciu Kijowa, bronił Sławeczna i Pińska, walnie przyczynił się do zwycięstwa w bitwie warszawskiej, walcząc pod Ossowem. Przerzucony na front południowo-wschodni bohatersko walczył pod Dytiatynem. Po tej bitwie odtworzono 4 baterię 1 Pułku Artylerii Górskiej, której marszałek Józef Piłsudski nadał zaszczytny tytuł "Baterii Śmierci" i prawo noszenia na czapkach upamiętniającego bohaterstwo znaku "trupiej główki". Walki tej wojny kończył pułk uczestnictwem w zdobyciu Zasławia. Po wojnie stacjonował w Stryju, gdzie w 1931 roku został zmotoryzowany i przekształcony w 1. pułk artylerii motorowej (1.pamot). We Wrześniu 1939 wcielony do 10 Brygady Strzelców Konnych gen. Maczka walczył nad Dunajcem, pod Rzeszowem, Albigową, wreszcie 17 września 1939r w bitwie o wieś Zboiska. 19 września dostał rozkaz przekroczenia granicy węgierskiej, gdzie został internowany. Odtworzony na zachodzie walczył w 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka i odbył całą kampanię 1 DP.
8 sierpnia 1944r rano w przeprowadzonej pod miastem St..Aignan de Cramensil na przedpolach Caen, otwierającej drogę do Falaise operacji Totalize pułk prowadził intensywny ogień artyleryjski na zagradzające drogę 1 Dywizji Pancernej formacje niemieckie zadając im duże starty. Około godz. 13 został omyłkowo zbombardowany przez samoloty amerykańskie i mimo znacznych strat własnych nie przerwał ognia na pozycje nieprzyjaciela. W wyniku jego ostrzału pozycji 1 Dywizji Zmotoryzowanej SS "Leibstandarte Adolf Hitler” został zniszczony wraz z całą załogą czołg Michaela Wittmana, dowódcy s. SS Pz.Abt.101, bohatera Niemiec posiadającego największą w drugiej wojnie ilość zniszczeń na koncie: 138 czołgów, 132 działa przeciwpancerne, ponad 250 różnego typu pojazdów opancerzonych, w tym prawdopodobnie jedną łódź podwodną w walkach na Krymie. Zniszczenie tego czołgu przypisuje sobie wiele uczestniczących w Normandii jednostek alianckich, których obecności jednak, według relacji polskich dowódców 1 Dywizji Pancernej nikt w rejonie walki nie odnotował. Przy bezpośrednio bliskim wybuchu pocisku artyleryjskiego po prostu czołg Wittmanna eksplodował.
Pułk wystrzeliwując 190 630 pocisków i biorąc do niewoli 147 jeńców zakończył swoją drogę bojową w Wilhelmshaven. Obecnie zwiedzając muzeum Wojska Polskiego w Warszawie w ekspozycji broni pancernych możemy dostrzec działo samobieżne Sexton walczące podczas normandzkiej kampanii w 4 baterii "baterii śmierci" 1 Pułku Zmotoryzowanego, noszące na pancerzu przyznany niegdyś przez marszałka Piłsudskiego jako symbol baterii znak trupiej czaszki. W Polskiej batalistyce istniały też obrazy poświęcone "ostatniej bitwie 4 baterii pod Dytiatynem". Był to tryptyk Jerzego Kossaka namalowany w 1929 i pojedyncza panorama bitwy namalowana w 1931r. Niestety oba zaginęły w zawierusze II wojny. Obecnie dostępne są one jedynie w starych albumach poświęconych tematyce bitewnej. We współczesnym Wojsku Polskim tradycje 1 Pułku Artylerii Górskiej i 1 Pułku Artylerii Motorowej nie są kontynuowane przez żadną z obecnie istniejących jednostek wojskowych.
Pierwszy z nich powstał w roku 1929 jako tryptyk kupiony przez wojskowość został ofiarowany do Stryja, gdzie wisiał w klubie oficerskim do września 1939. Drugi namalowany na prośbę kombatantów 1 PAG w roku 1931 był w rękach prywatnych. Z obu wykonywano oleodruki, które były rozprzedawane w kraju do czasu wojny w 1939r. po czym zaginęły bez wieści, w domyśle zniszczone przez Armię Czerwoną zajmującą polskie tereny wschodnie. Koszary w Stryju, gdzie wisiał pierwszy tryptyk bitewny Jerzego Kossaka opuszczone zostały przez 1 Pułk Artylerii Motorowej w sierpniu 1939. W koszarach został gospodarczy Oddział Zbierania Rezerw w ilości ok. 400 żołnierzy. Wymaszerował on na front pod Radymno 8 września 1939r.
Gdy główne oddziały 1 Pułku cofały się wraz z 10 Brygadą Kawalerii wokół Lwowa tocząc tam bitwę pod podlwowską wsią Zboiska, to historia OZR wykazuje, że powrócił on do koszar w Stryju, gdzie 17 września zastała go wiadomość o wkroczeniu na terytorium Polski Armii Czerwonej. Oddział ewakuował koszary i obraz winien znaleźć się wtedy w pułkowych taborach. Po połączeniu z resztą pułku tabory wyjechały na Węgry. 19 września 1939 Węgrzy internowali polskie oddziały przejmując dobytek. W czasie wojny majątki wojenne z Węgier przejęte przez formacje SS wraz z majątkami węgierskich Żydów były wywożone do Szwajcarii w słynnym "złotym pociągu" zdobytym na terenie Bawarii przez 8 Armię Amerykańską. Powstała w tym celu rozbójnicza grupa żołnierzy tej armii odbiła z rąk oficjalnego konwoju armii pociąg, zagarniając jego zawartość i wywożąc ją prywatnie do USA. Obecnie lobby węgierskich Żydów znające tę historię i zawartość pociągu procesuje się z Rządem USA o odszkodowanie lub zwrot majątku. Pierwsze odszkodowania z tego tytułu są już wypłacane i być może to jest droga do odzyskania tego obrazu polskiej chwały bitewnej w dobie obecnej.
Uzbrojenie pułków artylerii górskiej
Armata francuska wz.1906, zwana oficjalnie Canon de montagne Mle 1906 zastąpiła wcześniej użytkowaną i wysłużoną już armatę 80 mm armatę górską de Bagne Mle 1878. Broń ta była projektowana z przeznaczeniem do walki we francuskich koloniach Afryki północnej, przez zespół kierowany przez płk Ducresta. Produkcją natomiast zajęły się zakłady Schneider'a.
Projekt charakteryzował się dużą nowoczesnością jak na ówczesne warunki. Jego unikalność wynikała z podstawowych założeń konstrukcyjnych. Po pierwsze wymagano, aby armata miała minimalny odrzut, przy jednoczesnym zachowaniu niskiej masy. Dodatkowo wymagano, aby na potrzeby trudnego terenu, w jakim miano ją użytkować istniała możliwość szybkiego jej rozmontowania i przetransportowania na grzbietach koni lub mułów.
Przed wybuchem I wojny światowej udało się ukończyć jedynie 120 sztuk. W czasie działań wojennych, pomimo skomplikowanej konstrukcji, kontynuowano ich produkcję, a armia francuska użytkowała je aż do końca lat dwudziestych jako działa górskie. Armata zastąpiona została przez 75 mm Schneider M(montagne) Mdl 1919. Aż do wybuchu II wojny światowej armata ta pozostawała we Francji w służbie jako działo wsparcia piechoty, często w jednostkach II linii lub w rezerwie. Armata ta podzieliła los większości francuskiego sprzętu i w nieznanych ilościach dostała się w ręce niemieckie. Niemcy użytkowali ją pod nazwą 6.5 cm Geb.K 221(f).
Poza Francją armata użytkowana była przez Albanię, Polskę i Grecję. Najciekawszy jednak epizod użycia armaty odnajdujemy jednak już po II wojnie światowej, gdy Izrael w 1948 roku, w czasie wojny z Arabami użytkował tą armatę pod nazwą Napoleonchik (słowo dziwnie zbliżone do polskiego:).
Omawiana armata trafiła do Polski jako pomoc wojskowa z Francji. Według źródeł francuskich armaty zostały "przekazane" do Polski. Nie udało się ustalić kiedy dokładnie znalazły się w rękach Wojska Polskiego, ale należy sądzić, że około 1919 roku. Niektóre źródła wskazują także, że część armat 65 mm była konstrukcji włoskiej, przejęte od armii austriackiej, która wcześniej zdobyła je na Włochach.
Do Polski trafiły 24 armaty górskie. W 1921 roku Zbrojownia nr 1 w Brześciu przeprowadziła ich modernizację. Wiadomo dziś, że wymieniono elementy celownicze oraz dodano płytę ochronną. Mimo tych zmian armaty przedstawiały niską przydatność bojową. W latach dwudziestych armaty wchodziły w skład wyposażenia 1 i 2 Pułku Artylerii Górskiej.
W 1939 roku armaty wz.1906 wchodziły w skład 1 i 2 Brygady Górskiej. W 1 Brygadzie Górskiej przydzielonej do GO "Belsko" Armii "Kraków" armaty znalazły się na wyposażeniu 151 Baterii Artylerii Górskiej (dowódca kpt. Aleksander Dunin-Żuchowski) oraz 152 Baterii Artylerii Górskiej (dowódca kpt. Stanisław Jan Sacha). Każda bateria po 4 działa. Natomiast w 2 Brygadzie Górskiej przydzielonej do GO "Jasło" w Armii "Karpaty" armaty znalazły się na wyposażeniu 153 Baterii Artylerii Górskiej (dowódca kpt. Jerzy Wróblewski). 153 BAG wchodziła w skład Brygady ON "Podhale" i na jej stanie znalazły się także 4 armaty 65 mm wz.1906.
Z prostych wyliczeń wynika, że w Wojnie Obronnej 1939 roku wzięło udział jedynie 12 armat omawianego typu, rozdzielonych w trzy baterie górskie po 4 armaty w każdej. Co stało się z pozostałymi 12 armatami? Można się domyślać, że zostały wcześniej wycofane z linii ze względu na zużytkowanie. Po Wojnie Obronnej cztery armaty znalazły się na Węgrzech i zostały przejęte przez tamtejszą armię. Według ustaleń autora musiały być to armaty ze 153 BAG z Brygady ON "Podhale". Ich dalszy los jest nieznany, ale nie należy się spodziewać większej roli bojowej niż szkolenie. Brak jakichkolwiek poszlak, aby armaty zostały zdobyte i były użytkowane były przez Niemców. 2 armaty 65 mm zdobyła Armia Czerwona.



