Rodzina Bandrowskich zamieszkała w Toruniu na początku XX wieku. Była to rodzina piekarzy. Nie tylko pan Roman Bandrowski był piekarzem, ale i jego dziadek, ojciec i brat.
Roman Bandrowski urodził się 15.04.1901r.Służbę wojskową pełnił na początku lat 20-tych w 1 Pułku Ułanów Krechowieckich w Augustowie. Przed wojną pełnił funkcję Sekretarza w Cechu Piekarzy. Najpierw prowadził piekarnię przy ul. Podgórnej 20 (budynek tej piekarni istnieje do dziś).
1 września 1939 r. gdy przeprowadzał się wraz z żoną, małym synem Marianem i 1-roczną córką Danutą do nowo zakupionej piekarni przy Szosie Chełmińskiej 99 (obecnie Sklep „Wina Świata”) zaczęły spadać na Toruń bomby niemieckie. W pierwszym odruchu pomyślał nawet o ucieczce z miasta, ewakuowały się przecież urzędy, wojsko i sąsiedzi… Jednak w trosce o los najbliższych pozostał.
Nastał okres rządów niemieckich . Toruń włączony został do Rzeszy. Piekarnia funkcjonowała, choć panu Romanowi coraz to trudniej było jako Polakowi borykać się z restrykcjami władz i wysokimi podatkami. W 1940 r. urodziło mu się 3 dziecko – syn Stefan. Administracja niemiecka i partia NSDAP podjęły akcję germanizowania społeczeństwa. Bandrowscy przyjęli ostatecznie niemieckie obywatelstwo, tzw. Trzecią Grupę Narodowościową.
W sąsiednim domu mieszkała niemiecka rodzina Tack, ich zięć pan Hoppe należał do SS. Mimo to ludzie ci odnosili się przez cały okres wojny bardzo przyjaźnie do Bandrowskich, otoczyli ich jakby „parasolem ochronnym”, wspomina córka Danuta. A było przed czym chronić…
Żywność w czasie wojny była racjonowana na tzw. kartki żywnościowe. Wszyscy właściciele sklepów musieli się z nich skrupulatnie rozliczać przed władzami niemieckimi. Również pan Roman musiał naklejać przyjęte „kartki” na arkusze papieru i w terminie oddawać do urzędu. Pewnego jednak razu jego żona nie oddała przez nieuwagę wszystkich „kartek”, a przyjmujący urzędnik nie zauważył tego...
W ten sposób pan Roman miał nadmiar „kartek” i mógł spokojnie kupować więcej mąki, z której to wypiekał chleb dla wszystkich potrzebujących, wielodzietnych rodzin oraz brytyjskich i francuskich jeńców wojennych. Po chleb ten zgłaszały się w soboty członkinie organizacji podziemnej, by w niedziele zawozić go do na drugą stronę Wisły do Stalagu.
Były też i momenty grozy. Pewnego dnia przyjechała do piekarni na kontrolę Komisja z Urzędu Wyżywienia Rzeszy z Gdańska. Od razu zażądali pokazania tzw. „żelaznego zapasu mąki” przewidzianego na czas działań wojennych, a pan Roman zapasu takiego już dawno nie miał, wszystko poszło na wypiek „nadliczbowego” chleba. Urzędnikowi niemieckiemu skłamał, że nie zdążył jeszcze pobrać zapasu, a ten uwierzył… (za taki czyn groził Panu Romanowi obóz koncentracyjny)
Ten „żelazny zapas” mąki uzupełniła mu… Niemka – pani Ruter, która prowadziła młyn na ul. Przedzamcze. Orientowała się ona w „dodatkowych przydziałach mąki” dla pana Romana, lecz nie zgłaszała tego władzom.
Bandrowscy z racji działającej piekarni i zatrudniania w niej pracowników prowadzili „dom otwarty”, dlatego też Niemców nie dziwili „kręcący się” tam ludzie. Pan Roman miał na pierwszym piętrze specjalnie przygotowany pokoik, w którym ukrywali się „różni lokatorzy” z Generalnej Guberni. Często się zmieniali, nikt nie pytał o ich nazwiska i powód ich pobytu, wspomina córka Danuta.
W mieszkaniu Bandrowskich odbywało się również tajne nauczanie języka polskiego dla syna pana Romana, który uczęszczał do szkoły niemieckiej. Zajęcia prowadziła nauczycielka pani Stanisławska. Ta dzielna Polka, narażając nie tylko swoje życie, podtrzymywała ducha polskości u wielu młodych uczniów.
Często przychodzili do piekarni jeńcy francuscy zakwaterowani przy Forcie VII, a zatrudnieni w Zakładzie Zbrojeniowym koło Dworca Północnego. Mogli oni poruszać się swobodnie po ulicach, oferowali swą pomoc w ogródku. Za wykonaną pracę otrzymywali chleb.
Nie wszystkim piekarzom z Torunia sprzyjał los w czasie wojny. Piekarz Feliks Psuty (piekarnia przy ul. Mickiewicza) trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau. Do tego samego obozu Niemcy wysłali również krewnego pana Romana – młodego księdza Aleksandra Ruteckiego. Pan Roman nie zważając na ewentualne konsekwencje wypiekał małe suchary i chleby, które wysyłał imiennie do KL Dachau.
Pewnego dnia do piekarni zgłosiła się nieznajoma pani i chciała rozmawiać z panem Romanem. Powiedziała, że jej syn jest w Dachau i przesyła pozdrowienia dla piekarza z Szosy Chełmińskiej. Również i dla niego zaczął pan Roman wypiekać małe sucharki i wysyłać pocztą. Odbiorcą paczek był ksiądz Stefan Wincenty Frelichowski, a owe sucharki zastępowały podczas mszy Św. w obozie koncentracyjnym komunikanty.
Innego znów dnia zjawił się nagle w piekarni 17-letni Antoni Psuty – syn więzionego w Dachau Feliksa. Uciekł on potajemnie z robót przymusowych z okolic Elbląga. Sprawa była bardzo poważna. Antoniemu Psuty groził za to obóz koncentracyjny. W wybawieniu z opresji pomogli…Niemcy. I to w dodatku sam Blockleiter NSDAP, który mieszkał na rogu ul. Podgórnej i Szosy Chełmińskiej oraz sąsiedzi Państwo Tackowie. W efekcie tego Antoni nie poniósł żadnych konsekwencji za swój czyn i pozostał w Toruniu do końca wojny.
Nadszedł styczeń 1945 roku. Toruń został okrążony przez Armie Czerwoną. Niemiecki garnizon opuszczał w pośpiechu miasto, przed piekarnią ciągnęły tysiące żołnierzy niemieckich. Do piekarni wpadł sąsiad pana Romana z naprzeciwka – pan Zawicki. Został on wcześniej wcielony do Wehrmachtu, przyjechał do domu na przepustkę, a tu wojsko niemieckie ewakuuje się … nie wiedział co robić. Pan Roman zaproponował mu bez wahania schronienie, lecz ten bojąc się widać konsekwencji odmówił oferowanej mu pomocy. Dołączył do wycofujących się żołnierzy niemieckich i zginął wkrótce w okolicach Chełmży… (został pochowany na cmentarzu w Chełmży).
Do Torunia wkroczyli żołnierze rosyjscy. Z miejsca aresztowali pana Romana i zaprowadzili na drugą stronę ulicy do pobliskiego domu, w którym był sklep rzeźniczy Cywińskiego. Stłoczonych było tam już wielu Torunian. Rosjanie stworzyli w tym domu więzienie etapowe, stamtąd zabierali do toruńskiego aresztu tzw. ”Okrąglaka”, no a dalej to już był Ciechanów i Syberia…
Okolicznym mieszkańcom udało się niemal cudem wyciągnąć pana Romana z rąk wartownika, zaręczając, że był on dobrym człowiekiem w czasie wojny, a teraz nie ma kto wypiekać chleba w okolicy.
Teraz piekarnię zajęło wojsko sowieckie. Jeden z żołnierzy zamieszkał w niej, powiesił swój pistolet maszynowy na ścianie i obserwował pana Romana, czy do wypiekanego dla wojska chleba nie dodaje trucizny...
Rosjanie utworzyli za Wisłą w Forcie XV obóz dla niemieckiej ludności cywilnej Torunia. Trafiło tam wielu sąsiadów z dzielnicy, m.in. córka światowej sławy profesora matematyki pana Maksymiliana Curtze (był m.in. nauczycielem fizyki i astronomii w obecnym I Liceum Ogólnokształcącym-więcej-patrz Wikipedia). Warunki w wilgotnych celach fortu były ciężkie, do tego dochodził stres i głód, córka profesora i jej koleżanka Emma Schröder zmarły. Rosjanie przetrzymywali tam również brata Pana Romana – Floriana- z rodziną.
Pan Roman zaczął i tym razem wypiekać chleb i dostarczać potrzebującym Torunianom do obozu, a brata udało mu się ostatecznie wykupić…
Piekarnia przy Szosie Chełmińskiej 99 funkcjonowała do końca czerwca 1970 r.
Pan Roman Bandrowski zmarł 23.02.1971 r.
Budynek tej piekarni przejdzie niedługo do historii i zniknie z krajobrazu Torunia. Tak jak wiele innych sąsiednich domów zostanie zburzony, a w miejscu tym przebiegać będzie tzw. trasa średnicowa...



